Michalina Pepel
Przecież to tylko zwykły dzień. Taki, na który wcale nie czekamy, nie zapisujemy w kalendarzu. I tak budzimy się, nagle przypominając sobie o tej sukience, którą mól już zdążył podjeść. O tych butach, które wyszły z mody i są teraz do niczego niepasujące. O zakreślaczach przeznaczonych wyłącznie do specjalnego zeszytu. O złotym łańcuszku, który jest taki drogi, że boimy się go nosić (co jakby się jeszcze zgubił?).
Tylko że zgubił się już pod stertą biżuterii z sieciówek.
W moim życiu był taki moment, kiedy zrozumiałam, że przez takie podejście odkłada się swoje życie na zakurzoną półkę. Historia jest banalna i niezbyt ekscytująca, może nawet komiczna. Symbolika jednak dla mnie bardzo ważna.
Uwielbiam wypieki. To moje małe przyjemności, które nie potrzebują ani okazji, ani towarzystwa. Będąc raz na mieście, zajrzałam do piekarenki, w której kupiłam kawałek drożdżowego ciasta z gruszką i kruszonką. Od razu upatrzyłam ten kęs. Oczywiście chciałam zostawić go sobie na koniec. Odgryzałam więc ostrożnie, kawałek po kawałku, czekając na wspaniały finał. Ale zjadłam tyle, że mój idealny kawałeczek, z soczystą gruszką i złocist kruszonką, odpadł prosto na chodnik. Wtedy poczułam tę absurdaln beznadzieję. Po co czekałam? Czy nie byłby równie pyszny, gdybym zjadła go od razu?
Uderzyło mnie to. To było moje prywatne olśnienie.
Mamy w sobie głęboko zakorzenione przekonanie, że na najlepsze trzeba zasłużyć. Trzeba mieć powód, pretekst, święto. Częściowo jest to wynik wielopokoleniowego oszczędzania, zachowywania rzeczy „na specjalną okazję” lub „na potem”. I nie, nie chodzi tu o majątek – chodzi o mentalność. O te wszystkie zdania powtarzane z ojca na syna: „te buty są tylko do kościoła”, „filiżankę babuni podajemy tylko gościom”, „takie rzeczy się oszczędza”. Tylko że oszczędzając je zbyt długo, możemy co najwyżej zabrać je do grobu.
Jak sobie z tym poradzić? Do tego musicie dojść już sami. Uniwersalnej recepty nie ma. Wiem tylko, że warto się zatrzymać i zapytać: czy naprawdę potrzebuj specjalnej okazji, żeby użyć rzeczy, które już mam? Czy nie jest nią po prostu dzisiejszy dzień?
Nie chodzi o rozpustę czy nadmierny konsumpcjonizm. Chodzi o używanie – zamiast przechowywania. O życie – zamiast czekania.
Podoba ci się ta elegancka filiżanka? Pij z niej codziennie.
Kupiłaś czerwony płaszcz, w którym wyglądasz jak aktorka z dawnych lat? To załóż go jutro, nawet jeśli idziesz tylko po bułki.
Może najlepszy moment na przyjemność nie nadchodzi „potem”. Może nadchodzi właśnie teraz.


Dodaj komentarz