Grafika: Dominika Knap (satyr2a)
Korekta: Weronika Jóźwiak
Mateusz Polakowski

Viktor Frankl w swojej słynnej książce Człowiek w poszukiwaniu sensu pisze, że sens życia można odnaleźć na trzy sposoby: poprzez pracę twórczą, w miłości lub w cierpieniu. W moim przypadku sens zawsze tkwił w tej drugiej rzeczy. Moje krótkie życie przyniosło sporo wymagających emocjonalnie sytuacji związanych z relacjami romantycznymi i był czas, w którym złamane serce było moim domyślnym stanem. Długo uważałem, że powodem jest moja natura niepoprawnego romantyka, który pada ofiarą niespełnionych uczuć i dopiero z czasem zrozumiałem, że w większości z nich sam byłem sobie winny. Zdążyłem zatem przejść przez friendzone’y, situationshipy, zerwanie z powodu okoliczności życiowych, zerwanie z mojej winy, zerwanie z nie mojej winy, zdradę (na szczęście dla mojego sumienia to ja byłem stroną poszkodowaną), nie mówiąc o niezliczonej liczbie łatwiejszych lub trudniejszych odrzuceń. W zasadzie ilekroć kończyła się jakaś moja relacja, byłem osobą, z którą się zrywa (w języku angielskim istnieje na to zwięzłe słowo dumpee, w przeciwieństwie do osoby zrywającej – dumper). W związku z tym postanowiłem podzielić się swoimi przemyśleniami na temat tego, jak, nie mogąc znaleźć sensu w miłości, można znaleźć sens w cierpieniu związanym z jej nagłą utratą.
Zerwanie to strata. Bezsprzecznie. Strata najbliższej nam osoby, naszego kochanka i najlepszego przyjaciela, strata przyszłości, którą razem planowaliśmy. A także w pewnym sensie strata wspomnień, które stają się słodko-gorzkie. Jest coś przerażającego, gdy patrzysz na zdjęcie drugiej osoby i przepełnia Cię dogłębny smutek, gdy jeszcze tak niedawno w tej samej sytuacji czułeś bezgraniczną radość i wdzięczność. W internecie można wręcz przeczytać opinie, że zerwanie jest gorsze od śmierci bliskiej osoby, bo w tym pierwszym przypadku jest to świadomy wybór drugiej strony, by prowadzić życie bez Ciebie. Badania naukowe pokazują, że po zerwaniu wpadamy w stan podobny do syndromu odstawiennego. Nagły spadek poziomu dopaminy i oksytocyny wywołuje głód, który prowadzi do obsesyjnego analizowania przeszłości, odtwarzania wspomnień i szukania kontaktu z byłym partnerem. Co więcej, mózg przetwarza ból emocjonalny w tych samych rejonach, które odpowiadają za ból fizyczny, przez co możemy przejawiać objawy fizycznego cierpienia. Utrata ważnej części naszego życia może prowadzić do kryzysu tożsamości, a w konsekwencji do stanów lękowych lub depresji.
Niektórzy nie przejmują się zerwaniami i przeżywają je całkiem nieźle. Niektórzy od razu rzucają się w wir pracy lub używek, by nie myśleć o tym, co się stało. Odradzałbym to, bo kiedy w końcu zostaniemy sami ze swoimi myślami, rzeczywistość i tak nas w końcu dopadnie. Odcinając się od tego, co się wydarzyło, nie będziemy w stanie wyjść z tego lepsi. Dla niektórych jednak, tak jak dla mnie, zerwanie jest równoznaczne z załamaniem się dotychczasowego świata i falą silnych emocji, o których istnieniu nie mieli wcześniej pojęcia. Właśnie do takich osób kierowany jest ten tekst.
DAJ SOBIE ODPOCZĄĆ
Zerwaliście. Być może znaki na horyzoncie pojawiały się już od dawna, a może było to dla Ciebie totalne zaskoczenie. Niemniej fakty są takie, że siedzisz teraz pewnie na łóżku ze zwieszoną głową, wpatrując się w podłogę i zastanawiasz się, co się będzie teraz z Tobą działo. Nie do końca pojmujesz, co się wydarzyło, a tym bardziej co miałbyś ze sobą zrobić. Twój organizm doznał szoku i wszedł w tryb przetrwania. Chociaż Twoje życie nie jest tak naprawdę zagrożone, z pewnością odnosisz takie wrażenie. Dlatego celem na Twoje najbliższe dni powinno być przede wszystkim przetrwanie. Nie obwiniaj się, jeśli natrętne myśli lub uczucie żalu nie pozwalają Ci skupić się na rzeczach do szkoły lub uczelni. Weź kilka dni wolnych w pracy, jeśli tego potrzebujesz. Świat się nie skończy, jeśli odłożysz swoje obowiązki na kilka dni. Zasługujesz teraz na chwilę odpoczynku jak mało kto. Traktuj się ze współczuciem, tak jakbyś traktował najlepszego przyjaciela, któremu właśnie zawaliło się życie.
W pierwszych ciężkich dniach spotykaj się ze znajomymi i mów im, jak się czujesz. Mów każdemu, kto tylko chce słuchać. Powtarzaj tę samą rzecz, aż sam już będziesz zmęczony. Zazwyczaj ciągłe narzekanie sprawia, że zaczynamy czuć się bezsilni w naszej sytuacji, ale w tym przypadku, paradoksalnie, jest to pożądane. Bo zazwyczaj rzeczywiście nie ma już nic, co mógłbyś w tej sytuacji zrobić. Pozwól bezradności doprowadzić Cię do akceptacji. Zanurz się w niej. Zawsze, kiedy nawiedzi Cię dobre wspomnienie z Twojego związku lub niezrealizowany plan na przyszłość, mów sobie „to nie ma znaczenia”. Powtarzaj to jak mantrę. Ta świetna wycieczka, na której byliście razem? Bez znaczenia. Wasz przyszły dom, imiona waszych dzieci? Bez znaczenia. To, jak patrzyła na Ciebie tego konkretnego wieczoru? Bez znaczenia. To wszystko najpewniej przeminęło i nie możesz teraz nic zrobić, by to odwrócić. Jeśli brzmi to brutalnie, to dlatego, że takie jest. Ale w tym momencie prowadzisz wojnę ze swoim organizmem i musisz zrobić wszystko, żeby ją wygrać.

Kolaż: Agata Duda (@pieknochaosu)
Na pewno będziesz odczuwać trudne emocje i mieć nieznośne myśli. Myśli są konsekwencjami naszych uczuć, dlatego przede wszystkim musisz radzić sobie z przyczyną, a nie objawem. Gdy pojawi się natrętna myśl, nie walcz z nią ani nie odrzucaj, a zamiast tego zaobserwuj ją, zaakceptuj jej istnienie i przenieś uwagę na swoje odczucia. Nazwij daną emocję. Ból, strach, złość, obrzydzenie. Czasami czujemy wiele emocji jednocześnie. Spróbuj nazwać je wszystkie. Przypisanie nazwy naszym uczuciom sprawia, że stają się one mniej intensywne. Jest to fakt udowodniony naukowo, który po angielsku nazywa się affect labelling. Zlokalizuj, gdzie w Twoim ciele objawia się dane uczucie. W przypadku bólu może to być ucisk w klatce piersiowej lub skręcanie w żołądku. Złość może objawiać się przez nagłe uczucie gorąca lub napięcie w żuchwie. Skup się na tym fizycznym odczuciu i postaraj się odciąć od towarzyszących im myśli. Myśli bowiem są wynikiem towarzyszących nam emocji, ale pozwalając im zawładnąć naszym umysłem powodują wzmocnienie i utrzymanie uczuć, przez co wpadamy w błędne koło sprzężenia zwrotnego. Emocje, których nie karmimy naszą energią, mają tendencję do przemijania. Może to zająć kilka minut, może nawet dłużej, ale prędzej czy później ponownie poczujesz spokój. Jeśli masz problem z wyłączeniem natrętnych myśli i skupieniem się na swoim ciele, trening medytacyjny może okazać się bardzo pomocny. Nie próbuj walczyć ze swoimi emocjami ani korkować ich w sobie, poddaj się im. Jeśli potrzebujesz krzyczeć, krzycz, jeśli płakać – płacz. To również pomoże Twojemu organizmowi się uregulować.
Typowe porady po zerwaniu obejmują znalezienie nowego hobby i chodzenie na siłownię. Są to dobre rady, zwłaszcza siłownia pomaga w wyładowaniu emocji. Jeśli czujesz jednak, że zupełnie nie radzisz sobie z depresją lub lękiem, może warto rozważyć antydepresanty.
STAŃ SIĘ LEPSZY
Jeden z moich wcześniejszych związków zakończył się z mojej winy, choć to nie ja go skończyłem. Zwyczajnie byłem słabym chłopakiem. Gdy sobie to wreszcie uświadomiłem, wyrzuty sumienia zaczęły zżerać mnie od środka. Ciągle odgrywałem w głowie różne sytuacje z naszej relacji i nie mogłem darować sobie, że nie zachowałem się wtedy lepiej. Chciałem móc cofnąć czas i wszystko naprawić, ale odwrotu już nie było. Zamiast tego postanowiłem znaleźć sens w tym, co się stało.
Najpierw zrozum, że nie mogłeś postąpić inaczej. Byłeś wówczas taki, jaki byłeś i działałeś zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą. Oczywiście, pewnie były sytuacje, w których wiedziałeś, że zachowujesz się nie w porządku. Zapewne byłeś jednak pod wpływem podświadomych i destruktywnych mechanizmów, o których nie miałeś wtedy pojęcia. Relacje romantyczne są niestety czymś, czego nie możemy nauczyć się, zanim w jakąś nie wejdziemy. Możemy jednak uczyć się w ich trakcie, a przede wszystkim, z perspektywy tego tekstu, możemy uczyć się z naszych błędów.
Nasza droga do zmiany zaczyna się od decyzji. Zdecyduj, że chcesz stać się lepszym człowiekiem. Zdecyduj, że chcesz nauczyć się, jak w przyszłości być lepszym partnerem. Nie możesz czuć, że robisz to, bo „powinieneś” albo „musisz”, albo dlatego, żeby próbować usprawiedliwić swoje działania. Musisz rzeczywiście chcieć się zmienić, inaczej nic z tego nie wyjdzie. Będzie to od Ciebie wymagało wiele szczerości i sporo pracy. Nikt nie lubi czuć się winny i przyznanie przed samym sobą, że być może nie jesteśmy tacy idealni, jak nam się wydaje, będzie bardzo niekomfortowe. Z drugiej strony może właśnie łatwiej jest Ci powiedzieć sobie, że jesteś złym człowiekiem i nic, co byś zrobił, tego nie zmieni. To ucieczka i zrzeczenie się odpowiedzialności za swój los. Czy naprawdę chcesz iść przez życie, raniąc drugie osoby i samego siebie przy okazji, bo nie chce Ci się włożyć trochę wysiłku? Zrób zatem rachunek sumienia swojego związku. Przypomnij sobie wszystkie sytuacje, w których dałeś ciała, momenty, w których mogłeś zachować się lepiej. Zadaj sobie następujące pytania: Co znaczyła dla mnie dana sytuacja? Czy moja reakcja była adekwatna? Dlaczego zachowałem się wtedy w taki sposób? Jakie uczucia wywołało we mnie zachowanie drugiej osoby? Jaki strach stał za moimi emocjami związanymi z tą sytuacją? Jakie fizyczne odczucia towarzyszyły mi w tym momencie? Bądź ze sobą całkowicie szczery. Nie bierz „nie wiem” za wystarczającą odpowiedź. Nie zrzucaj odpowiedzialności na drugą osobę, skup się na sobie i swojej reakcji. Szukaj odpowiedzi jedynie w obrębie swojego ciała i umysłu. Wiadomo, że łatwiej jest zacząć się usprawiedliwiać lub uciec od trudnych pytań, ale jeśli tego nie zrobisz, to w przyszłości będziesz tylko powtarzać te same schematy. Musisz nauczyć się rozpoznawać w sobie dysfunkcyjne reakcje, żeby móc następnie je kontrolować. Weź całkowitą odpowiedzialność za swoje emocje i reakcje z nimi związane. Nikt inny tego za Ciebie nie zrobi.

Kolaż: Agata Duda (@pieknochaosu)
Zrozum swój styl przywiązania i mechanizmy rządzące Twoim zachowaniem z tym związane. Nie rób tego, by usprawiedliwiać swoje zachowania. Zrozum swoje automatyzmy. Nie możesz zmienić czegoś, czego nie zauważasz. W teorii przywiązania wyróżnia się cztery typy stylów przywiązania: bezpieczny, lękowy (anxious), unikowy (dismissive avoidant) oraz lękowo-unikowy (zdezorganizowany, fearful-avoidant). Wszystkie style, oprócz bezpiecznego, uważane są za „niezdrowe” w tym sensie, że będą wywoływać lęk i dyskomfort nawet wtedy, gdy relacja jest bezpieczna i zdrowa. To, jaki styl będziemy reprezentować, zależy od naszych doświadczeń w dzieciństwie. Osoby o unikowym stylu miały najpewniej opiekunów, którzy wydawali się niedostępni w emocjonalnych dla dziecka sytuacjach. Gdy potrzebowały od nich bliskości, zamiast otrzymać wsparcie, dostawały ciszę lub – co gorsza – dezaprobatę. W konsekwencji nauczyły się, że poleganie na innych prowadzi do zawodu, a własne emocje najlepiej tłumić. Wykształciły w sobie mechanizm obronny, który w dorosłym życiu każe im utożsamiać głęboką więź z utratą niezależności i ryzykiem ponownego zranienia. Paradoksalnie, im bliższy i poważniejszy staje się dany związek, tym bardziej osoba unikowa ma ochotę od niego uciec. Mechanizmy te przejawiają się m.in. fizycznym i emocjonalnym odpychaniem partnera lub nadmiernym krytycyzmem w jego kierunku, który ma zracjonalizować niezrozumiałe przez osobę unikową uczucia. Podobne mechanizmy obronne, choć o innej dynamice, kierują pozostałymi dwoma stylami. Osoby o stylu lękowym, wychowywane zazwyczaj przez niespójnych i nieprzewidywalnych opiekunów, w dorosłych relacjach nieustannie poszukują potwierdzenia uczuć i panicznie boją się odrzucenia, reagując niepokojem na najmniejszy dystans partnera. W ich przypadku będą one ujawniać się w postaci tzw. zachowań protestacyjnych, mających na celu wymuszenie reakcji partnera. Może to być grożenie rozstaniem, wzbudzanie zazdrości, celowe nieodpisywanie na wiadomości (by sprawdzić, czy partnerowi zależy) lub głośne awantury. Osoby lękowo-unikowe mogą przejawiać cechy obu powyższych stylów w zależności od sytuacji. Zastanów się, czy dostrzegasz podobne reakcje w swoim związku? Dowiedz się, jak możesz reagować inaczej w podobnych sytuacjach. Niestety, prawdziwym testem będzie dopiero następna relacja, ale przynajmniej jesteś w stanie się do niej przygotować.
Podstawą każdego dobrego związku jest komunikacja. Powinieneś zatem nauczyć się zdrowo komunikować swoje emocje i potrzeby. Na szczęście, w przeciwieństwie do uzdrawiania swojego stylu przywiązania, jest to coś, co możesz trenować także w relacjach ze znajomymi i rodziną. Książka, która niezwykle mi w tym pomogła to Porozumienie bez przemocy Marshalla Rosenberga. Chociaż stworzony przez niego „język miłości” brzmi dosyć pompatycznie i w praktyce jest bardzo sztuczny, przyswojenie jego głównych założeń pozwoli Ci zmienić podejście do trudnych rozmów, jeśli masz z tym problem. Jego porozumienie bez przemocy można zawrzeć w czterech krokach:
- Obserwacja (fakty bez oceny): Opisanie konkretnego zdarzenia lub zachowania, wolne od interpretacji, uogólnień czy wartościowania. Na przykład „Widzę niezmyte naczynia w zlewie” zamiast „Znowu zostawiłeś bałagan”.
- Uczucia (emocje bez myśli): Nazwanie czystych stanów emocjonalnych lub fizycznych, które towarzyszą danej sytuacji. Należy odróżnić uczucia od tzw. „rzekomych uczuć” (które w rzeczywistości są zarzutami lub interpretacjami zachowania drugiej osoby, na przykład. „Czuję się zignorowany”, „Czuję się wykorzystany”).
- Potrzeby (źródło emocji): Wskazanie uniwersalnej potrzeby, która kryje się za odczuwanymi emocjami. Na przykład „Potrzebuję współpracy i porządku w naszej wspólnej przestrzeni”.
- Prośba (konkretne działanie): Sformułowanie jasnej, wykonalnej i pozytywnej (mówiącej o tym, czego chcesz, a nie czego nie chcesz) prośby. Tutaj kluczowym elementem jest różnica między prośbą a żądaniem. Prośba zakłada gotowość na przyjęcie odmowy ze strony rozmówcy i podjęcie dalszego dialogu. Jeśli nie akceptujesz odmowy, składasz żądanie. Na przykład: „Czy byłbyś gotów umyć te naczynia w ciągu najbliższych 30 minut?”.
Równie istotne jest słuchanie potrzeb drugiej osoby. Nawet jeśli brzmi to jak osobisty atak, spróbuj zastanowić się, co Twój rozmówca próbuje Ci przekazać. Jakie uczucia może odczuwać związane z tą sytuacją? Jakie potrzeby kryją się za ich słowami? Podejdź do konfliktu z pozycji empatii. Zależy Ci na drugiej osobie, nie chcesz z nią walczyć i wzajemnie się ranić, zamiast tego wolisz zrozumieć jej potrzeby i wspólnie działać, by spróbować je zaspokoić. W związku, jeśli nie będziesz omawiać problemów ze swoim partnerem, prędzej czy później któreś z was zacznie to robić z kimś z zewnątrz. Wtedy już droga do rozstania jest bardzo krótka. Przy okazji proponowałbym ogólną zmianę podejścia do tego, jak mówimy. Nasze słowa nie tylko mają wpływ na odbiór naszego komunikatu, ale także to, jak mówimy kształtuje to, jak myślimy. Zamiast uchylać się od odpowiedzialności i mówić „Przepraszam, że się tak czujesz”, powiedz „Przepraszam, że to zrobiłem. Widzę, jak mogło Cię to zranić”. Zamiast mówić „Powinienem znaleźć pracę”, powiedz „Chcę znaleźć pracę”. To zmieni Twoją motywację z zewnętrznej, przy której trudno się zmusić do zrobienia czegokolwiek, na wewnętrzną.
Edukuj się także na inne sposoby. Wykorzystaj ten czas, nadaj swojemu cierpieniu sens, a poczucie winy przekuj w motywację do zmiany. Czytaj książki o miłości, związkach i dobrym życiu, oglądaj poradniki na YouTube (ze swojej strony mogę polecić na przykład The School of Life albo Newel of Knowledge). Rozmawiaj z mądrymi znajomymi. Być może, jeśli jesteś w stanie, warto także zastanowić się nad terapią. Praca z dobrym terapeutą naprawdę potrafi zdziałać cuda.
KOCHAJ
Na koniec pozostaje ważne pytanie. Jak kochać tak, by potem tego nie żałować? Moim zdaniem jedyną odpowiedzią jest dawanie z siebie wszystkiego, zawsze. Mówi się, że w związkach ten, komu zależy bardziej, przegrywa. Taka postawa wynika ze strachu – strachu przed zranieniem. Boimy się, że za bardzo się zaangażujemy, że poświęcimy za dużo czasu i energii, że przywiążemy się za bardzo, a na końcu zostaniemy sami z pustką w duszy, łzami w oczach i „straconym” czasem, którego nikt nam nie odda. Jest to zasadny strach. Ale strach to zabójca miłości, a tam gdzie zaczyna się kalkulacja, kończy się szczęście. Czas poświęcony na miłość do drugiej osoby nie jest czasem straconym. Jeśli kochasz dobrze, stajesz się bardziej wyrozumiały, bardziej empatyczny, zmieniasz swoje złe nawyki – słowem, stajesz się lepszym człowiekiem. „Nie bój się być tym, który kocha bardziej” – taką radę dała pewna starsza Amerykanka po 60 latach szczęśliwego małżeństwa. Uczucia się zmieniają, ludzie się zmieniają. Jest normalne, że gdy jesteśmy z kimś przez długi czas, nie będziemy zawsze czuć motylków w brzuchu, tak jak na początku. Będą dni, w których będziesz kochać trochę mniej. W takich momentach musisz przypomnieć sobie, dlaczego jesteś z tą drugą osobą i dlaczego ją kochasz. Przypomnij sobie wasze wspólne szczęśliwe chwile, jej śmiech, błysk w jej oku, gdy na Ciebie patrzy, przypomnij sobie, jak bezpiecznie czujesz się w jej ramionach. I wreszcie przypomnij sobie te dni, gdy kochałeś ją trochę bardziej. Takie dni nieuchronnie znowu nadejdą. Bo przecież WIESZ, że ją kochasz? A skoro tak, to nawet w dniach, w których czujesz, że kochasz trochę mniej albo nie kochasz w ogóle, zadaj sobie pytanie: Co mogę dla niej zrobić, by jej dzień stał się lepszy? A potem zacznij to robić. Uczucia się zmieniają, ale prawdziwa miłość to nie tylko uczucia. To także, a nawet przede wszystkim, świadomy wybór. To decyzja, którą powinieneś podejmować każdego dnia – szczęście drugiej osoby jest dla Ciebie tak samo ważne, jak Twoje własne.
Pogodzenie się ze zdradą było zdecydowanie jedną z najtrudniejszych rzeczy, przez które musiałem przejść w życiu. I nie mogę powiedzieć, że jestem już z nią całkowicie pogodzony. W losowych momentach w trakcie dnia nawiedzały (nadal nawiedzają) mnie myśli o nich razem (kto oglądał Oczy szeroko zamknięte lub, nie daj Boże, sam przechodził przez coś podobnego, dobrze wie o czym mówię). Nie wiem, ile razy chciałem napisać lub krzyknąć z rozgoryczeniem „Jak mogłaś mi to zrobić?!”. Ale wiem, że ludzie popełniają błędy, nawet największe. Wiem, że sam popełniłem ich wiele. Widziałem też, że jej także jest ciężko z tą sytuacją i nie widziałem sensu w zaognianiu już i tak trudnej sytuacji. Nie chciałem skreślać osoby, którą kochałem z powodu chwili słabości. Zdecydowałem, że w tym momencie bardziej zależy mi na naszej relacji niż na moim zranieniu. Nie chcę tutaj mówić, że mamy godzić się na wszystko. To, co jesteśmy w stanie zaakceptować, zależy indywidualnie od danej osoby, a działania popełnione z premedytacją lub bez wyrażenia skruchy w szczególności nie zasługują na naszą pobłażliwość. W każdym razie, myślę, że moje doświadczenie może być pomocne także w mniej dramatycznych okolicznościach. W trudnych momentach zatem nie podejmuj drastycznych decyzji ani nie poddawaj się odruchowej reakcji, którą podpowiadają Ci emocje i zranienie. Będziesz potem tego żałować. Zamiast tego poczekaj, aż pierwsze emocje trochę opadną i zastanów się, czy ważniejsza jest dla Ciebie miłość do drugiej osoby, czy Twoje ego. Henry Girard w Rekinach wojny mówi głównemu bohaterowi „Nie jestem złym człowiekiem. Ale w pewnych sytuacjach zastanawiam się, co na moim miejscu zrobiłby zły człowiek?”. Chciałbym odwrócić to pytanie. W takich chwilach powiedz sobie „Nie jestem dobrym człowiekiem. Ale w pewnych sytuacjach zastanawiam się, co na moim miejscu zrobiłby dobry człowiek? Co zrobiłby człowiek, który ją kocha?”. Kiedy podejmiesz już tę decyzję, pozostaje jedynie działać zgodnie z nią (chociaż łatwiej powiedzieć niż zrobić). Nie pamiętam już, ile razy sam musiałem sobie o tym przypominać, gdy starałem się przeczekać napady złości, chociaż w tamtym momencie bardzo chciałem dać jej upust. W chwilach konfliktu korzystaj z technik, które wymienione są wyżej. Każda emocja, niezależnie od jej natury, prędzej czy później przeminie, a szczera i empatyczna rozmowa może tylko pomóc w naprawianiu tego, co zostało rozbite.
„Przyjmowanie cierpienia, które nie jest konieczne, to masochizm, nie heroizm”. Czy da się uniknąć cierpienia? Możemy zupełnie zrezygnować z miłości, ale tracimy wówczas szansę na doświadczenie czegoś pięknego. Kochając całym sobą, być może nadal będziemy musieli cierpieć – o ile wcześniej odpowiedzieliśmy sobie twierdząco na pytanie, czy rzeczywiście chcemy tę osobę kochać. Ale wtedy wiemy przynajmniej, że zrobiliśmy wszystko, aby tego uniknąć. Ktoś powiedział mi kiedyś, że powinienem bardziej walczyć o swoje ideały. Takie więc są moje ideały: miłość ma znaczenie, być może największe w życiu, ludzie zasługują na drugą szansę, a gdy kogoś kochasz, walczysz o niego i pracujesz razem z nim przeciwko trudnościom. Nie wstydzę się tego, że kochałem i nadal kocham, chociaż teraz każdego dnia ponoszę za to cenę. Jestem z tego dumny. Mam nadzieję, że jej życie chociaż przez jakiś czas było lepsze. Czego i Wam życzę.


Skomentuj