Grafika: Agata Duda (@pieknochaosu)
Korekta: Marcin Mieteń
Zofia Oleksiak

Nie wiem, czy wkurza mnie dużo rzeczy. Chyba trzeba mieć jakiś punkt odniesienia?
Wydaje mi się, że i tak wkurzam się rzadziej, odkąd przestałam być w cudownym wieku nastoletnim. Zamiast 50 razy w ciągu dnia, wkurzam się tylko 20. Niezły wynik.
Wiecie, co mnie ostatnio strasznie denerwuje? Chociaż słowo “frustruje” byłoby lepsze. No więc…
APLIKACJE RANDKOWE
Ich algorytm, sposób działania i użytkownicy
To, że na Badoo szuka się tylko seksu, na Bumble raczej serio związku, na Tinderze pół na pół, na Hinge’u… w sumie jeszcze nie wiem.
Dla większego zrozumienia: jestem 23-letnią singielką z kotem, mam naprawdę wielu przyjaciół i różnych znajomych. Studiuję zaocznie, pracuję w mediach. Przez moje życie przewija się mnóstwo osób, a jednak nie spotkałam tego jedynego.
Siedzę sobie więc od dłuższego czasu na aplikacjach randkowych. Mam wrażenie, że po pandemii ludzie bardziej przerzucili się do internetu, niż było to widoczne wcześniej. Teraz trudno im z niego wyjść.
Drugim wytłumaczeniem tłumów na Tinderze jest… brak czasu. Ja uważam, że ten czas w rzeczywistości jest, ale rozumiem, jeśli ktoś tego nie zauważa albo nie ma na ten czas pomysłu. Telefon zawsze jest pod ręką i możemy swipować w autobusie, w tramwaju czy na kiblu. Tylko potem wychodzą właśnie takie kwiatki:
LUBIĘ CIĘ, ALE SIĘ Z TOBĄ NIE SPOTKAM
To jest chyba najbardziej frustrujące.
Po przewertowaniu 100 osób, w końcu pojawi się ktoś, z kim cię zmatchuje. Piszecie sobie, macie flow, ale albo nie pada nigdy propozycja spotkania, albo pada – z twojej strony – i jest odrzucana. “Nie mam czasu”, “To za szybko”. Wiecie, gdyby te teksty były prawdziwe, do spotkania doszłoby nieco później. Zgadnijcie co się dzieje. Nic. Do spotkania nie dochodzi wcale, co więcej, nawet kontakt internetowy się kończy. Przestają ci odpisywać i elo.
Także niektórzy korzystają z aplikacji randkowych, bo nie mają z kim POPISAĆ. Z nudów. Spoko, ale weźcie nie łudźcie ludzi, którzy serio szukają tam relacji w rzeczywistości.
Od tego są opisy profili. Dzięki temu, że Franek napisał u siebie zagadkowe “ONS/FWB” wiem, że związku z nim raczej nie zbuduję. Ale dobrze, że się określił.
Najlepsi są ci, którzy po prostu kolekcjonują sobie pary. Ani nie napiszą, ani nie odpiszą. Po prostu sobie przeglądają i zbierają ludzi jak jakieś pokemony. Po co? Pewnie żeby podnieść sobie samoocenę, albo pochwalić się znajomym “zobaczcie, z jaką laską mnie zmatchowało”.
Tylko że ta “laska” siedzi i obgryza paznokcie, bo czeka na księcia i myśli, że to właśnie ty.
Po jakimś czasie siedzenia na apkach w końcu człowiekowi pojawia się pytanie:
JAK KOGOŚ POZNAĆ IRL
Początkowo odpowiedzi są proste: szkoła, studia, zajęcia dodatkowe, kluby/koła naukowe. A co, jak już się skończy edukację? No, bo randkować w pracy nie wypada. Jesteśmy skazani na przystanek autobusowy? Kolegę kolegi?
To ważne – na przystanku, nie w autobusie, bo obecnie zagadywanie do obcych w komunikacji miejskiej jest niekulturalne. Zostaje wam się na siebie nawzajem patrzeć, aż któreś z was nie wysiądzie. Potem ewentualnie napiszecie na spotted “drogi chłopaku w niebieskiej bluzie i butami vans…”.
Postanowiłam zrobić mały eksperyment i zorganizowałam “studencki speed dating”. Zgłosiło się ponad 200 osób. Kumacie to?
Z tego co wiem, to trochę par się wtedy utworzyło. Nie wiem, co prawda, jaki dalszy los ich znajomości, ale wiecie, sam fakt takiej możliwości i skorzystania z niej jest (chyba) super.
Nasz ROZGŁOS organizuje nowy speed dating, tym razem ogólnie dla Gen Z, nie tylko tych studiujących. Piszę to, w razie jakby ktoś z uprzejmych czytelników chciałby się zapisać. Odsyłam na wydarzenie facebookowe na naszym profilu. Bez względu na to, kiedy mnie czytacie, zerknijcie tam, bo na jednym speed datingu nie zaprzestaniemy.
O, co jeszcze mi się przypomniało, to profile o nazwie “Tajemniczy”. Przecież wiadomo, że kogoś zdradzają. “Pełna dyskrecja”, zero fotek z twarzą. O, losie, oszczędź mi tego cyrku.
Mam wrażenie, że łatwiej znaleźć miłość przez LinkedIN, niż przez aplikacje do tego stworzone.
W sumie, może to nie taki głupi pomysł.
Spróbuję.
Zosia


Skomentuj